Strona Główna
O nas
Historia
Odznaka Turysta Ziemi Chrzanowskiej
Kolarska Odznaka Turystyczna
Szlaki rowerowe Ziemi Chrzanowskiej
Przed wyprawą...
Ciekawe miejsca
Relacje
Dołącz do nas
Strona główna PTTK
Współpraca
Kontakt

 

 

 





Wycieczka 24-godzinna 8-9.08.2009-relacja

Jedyna w roku okazja do przebywania z Komisją Turystyki Kolarskiej przez całe 24h została wykorzystana przez kilku chętnych - cała wycieczka to 14 osób i ponad 200 kilometrów na siodełku :-)


Zebraliśmy się o 8 rano w sobotę, jak zawsze na Alei Henryka. Niektórzy po raz pierwszy na tego typu wyprawie (jak ja), inni po raz kolejny. Plan zakładał wizytę u naszych południowych sąsiadów, czyli Czeski Cieszyn.
Początkowe kilometry mijały szybko, humory i pogoda dopisywały. Dłuższy postój pod bielskim zamkiem, uzupełnienie zapasów i możemy ruszać dalej. Pierwsze schody, a właściwie podjazdy, zaczęły się na drodze do Szczyrku, dlatego na postoju zdecydowaliśmy o pewnym rozdzieleniu grupy - miejsce spotkania na Białym Krzyżu na przełęczy Salmopolskiej. Zjedliśmy więc (ja i Adrian) tzw. coś słodkiego w cukierni i ruszyliśmy walczyć z 8-kilometrowym podjazdem. Po 40 minutach spokojnej jazdy, czyli o 14.50 byliśmy na szczycie. Tutaj godzinne oczekiwanie na kolejnych kolarzy a następnie zjazd do Wisły, który mnie osobiście rozczarował - liczyłem na prędkości powyżej 60km/h ;-)
W Wiśle obiad, uzupełnienie zapasów (ostatnie przed nocnym powrotem, dlatego największe) i Tydzień Kultury Beskidzkiej. Tutaj wycieczka rozdzieliła się, więc i relacja ulegnie rozdwojeniu - ja wraz z Adrianem udaliśmy się do Czeskiego Cieszyna - był tak blisko, że nie mogliśmy zrezygnować. Przez Goleszów dotarliśmy o 20 nad Olzę, przekroczyliśmy ją (ach tak strefa Schengen) i zrobiliśmy rundkę po czeskiej stronie.
O 21 w świetle latarek ustaliliśmy trasę powrotu i spokojnym tempem ruszylśmy, kontaktując się co 2 godziny z główną grupą. Północnym brzegiem Jeziora Goczałkowickiego, wyglądającego pięknie w świetle księżyca, dotarliśmy do Pszczyny, gdzie ugościła nas stacja benzynowa ;-) Po krótkim postoju ruszyliśmy w dalszą drogę przez Bieruń i Libiąż.
Tabliczka "Chełm Śląski" była dla mnie znakiem, że do domu już niedaleko. Jeszcze niecała godzina nocnej jazdy i o 3 nad ranem byliśmy w Chrzanowie :-) Licznik wskazywał 220 kilometrów, a średnia prędkość to 18,5 km/h - jak na pierwszą taką wycieczkę jesteśmy zadowoleni :-)
Tomek Bartosik

 

W godzinach popołudniowych spokojnym tempem dojechaliśmy do Szczyrku. Tutaj krótka przerwa na omówienie dalszych etapów naszej wycieczki. Postanowiliśmy, ze jak już tutaj jesteśmy, to odwiedzimy pobliskie sanktuarium Maryjne na Górce. Podjazd pod górkę nie wydawał nam się niczym specjalnym, bo to tylko niecałe 2 km, ale jak już dotarliśmy na miejsce to od razu poczuliśmy, ze jesteśmy w górach, trochę nas ta górka zmęczyła, ale warto było pod nią wjechać... widok z niej świetny. Chwilowy postój na odpoczynek i zjazd z górki.

 

            Następnie udaliśmy się w kierunku planowego punktu docelowego naszej wycieczki, czyli Przełęcz Salmopolska ( 934 m. n. p. m.). Wyjazd trwał jakiś czas, ponieważ droga była nie tyle, że stroma, ale za to długa. Za każdym kolejnym zakrętem już chciało by się być na miejscu, ale niestety za tym zakrętem był kolejny zakręt. Ale dla takiego widoku jaki można było podziwiać, to stwierdzam, że warto było się pomęczyć trochę żeby tam wjechać. Pogoda jak to mówią wymarzona do wędrówek górskich, ciepło, bezchmurne niebo, aż chciało by się tam posiedzieć dłużej. Ale musieliśmy się trzymać planu. Na miejscu mieliśmy czas na regenerację sił.

            Po mile spędzonym czasie musieliśmy ruszać dalej i tutaj było coś, co niektórzy lubią najbardziej, czyli zjazd z górki. Można było czasami rozpędzić się do dużych prędkości, ale oczywiście wszystko w miarę rozsądku. I tak bez większego wysiłku dojechaliśmy aż pod samą skocznię w Wiśle-Malince im. Adama Małysza. Krotka przerwa na to żeby dokładniej zobaczyć nowo wybudowany obiekt sportowy i jedziemy dalej. Ruszyliśmy do centrum Wisły, gdzie wcześniej mieliśmy zaplanowaną przerwę na zjedzenie ciepłego obiadu, wypicie kawy i zrobienie ostatnich zakupów w sklepie. W tym miejscu dwóch naszych kolegów stwierdziło, ze jak już tutaj przyjechali, to stąd już nie daleko jest do Cieszyna i fajnie było by tam na chwile zaglądnąć. Jak pomyśleli, tak zrobili.

 

Pojedzeni do syta, z „naładowanymi bateriami" ruszyliśmy dalej. Skierowaliśmy się na taki dość ciekawy szlak (Wiślański), którym można dojechać do samego Krakowa. Ale po drodze nie mogliśmy sobie odmówić zobaczenia Kolejki krzesełkowej na Czantorię. I tutaj się zaczęło... Był drobny wypadek, na szczęście, bez uszczerbku dla nikogo, ale niestety ucierpiał rower, a dokładniej przednie koło. Po uderzeniu w barierkę wykrzywiło się tak fatalnie, że wyglądem przypominało ósemkę. Przymusowy postój i naprawa zniszczonego koła, na tyle, żeby móc kontynuować dalsza jazdę. W miarę się udało, ale trzeba było jechać dość ostrożnie. Powrót na szlak i kierunek - dom. Sam szlak jest o tyle ciekawy, że kilkanaście kilometrów prowadzi wzdłuż Wisły. W miedzyczasie zrobiło się już na tyle ciemno, ze jadąc nim nie widzieliśmy rzeki, ale cały czas ją słyszeliśmy, przepływającą obok nas. Mieliśmy nadzieję, że na dziś już koniec z niespodziankami, a tu pech... bo inna osoba złapała tzw. flaka. I znów przymusowy postój i wymiana dętki. Przeprowadzona sprawnie i szybko i startujemy dalej. Tym szlakiem mięliśmy w planach dojechać pod Zalew Dziećkowicki, ale plany szybko uległy zmianie, gdy stwierdziliśmy, że szlak zaczyna się robić coraz gorszy. Zaczęliśmy krążyć po wioskach, które spały, ale czasami na swojej drodze spotkaliśmy pojedynczych błądzących mieszkańców, którzy nie ukrywali swego zdziwienia na nasz widok. Naszym nowym kierunkiem były Czechowice Dziedzice, gdzie planowaliśmy się zatrzymać na pierwszej stacji benzynowej, żeby móc napić się cieplej kawy. Ale żadnej nie spotkaliśmy na swojej trasie. Najbliższą czynną stacje znaleźliśmy dopiero przed Brzeszczami. Jak smakuje ciepła kawa o tak wczesnej porze, około godziny 4 nad ranem, trzeba się przekonać osobiście. Zaczęło się już rozjaśniać. Po takim miłym postoju ciężko było ruszyć dalej, mimo tego, że do domu już niedaleko. Szybki przejazd przez Oświęcim, Libiąż i już prawie byliśmy w domu. Ostatni postój w Libiążu, gdzie korzystaliśmy z pierwszych promieni słonecznych i jedziemy. Zatrzymaliśmy się jeszcze na nowo otwartym wiadukcie w Kroczymiechu.

 

Zmęczeni, ale jakże zadowoleni z siebie, po godzinie 7 rano wjechaliśmy do Chrzanowa. Na liczniku ponad 225 km.

Grzegorz Raźniak

 

 

Zdjęcia znajdziesz pod TYM adresem...



Powrót



PTTK

PTTK Oddział Chrzanów



PLAN WYCIECZEK


 
 KLIK
 

Moim zdaniem najbardziej atrakcyjną turystycznie gminą Powiatu Chrzanowskiego jest gmina:

Alwernia
Babice
Chrzanów
Libiąż
Trzebinia



Zobacz wyniki





Biker Trzebinia
 
 





LIOOSYS CMS - web content management